Informujemy, iż ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies w celu dostosowania serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz do celów statystycznych i analizy ruchu. Jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, to będą one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przeglądarce internetowej możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies.

OK
Jesteś 36720 odwiedzającym.
              Do wakacji zostało 83 dni!

Szkoła Podstawowa Nr 227
im. kapitana Lucyny Hertz
02-154 Warszawa, ul. Astronautów 17
tel./fax (022) 846 03 81

"WĘDRUJĄC PO POLSCE" - PIKNIK NAUKOWO-REKREACYJNY

Zacznijmy tę podróż raz jeszcze...

Deszczowa pogoda pokonała cierpliwość organizatorów i z podwórza przegoniła ich na salę gimnastyczną, gdzie po powitaniu gości i uczestników przez panią dyrektor Barbarę Drozd rozpoczęły się występy uczniów.

Pierwsze na scenie pojawiły się klasy drugie, które swoją " Polką fasolką" rozpogodziły, jeszcze u niektórych, chmurne oblicza i podniosły z krzeseł duże grono fotoreporterów - w końcu każdy z nich chciał mieć zdjęcie swojej "fasolki".

Następnie na scenę wkroczył dumny Książę Popiel wraz ze swą świtą, by przypomnieć nam znaną legendę. - cóż tam się działo... Na szczęście występujący uczniowie klas piątych, oszczędzili widowni ostatniej, najgroźniejszej sceny znanej nam z legendy, a mianowicie ataku myszy.

Po dramacie Popiela, w atmosferę Śląska wprowadzili nas uczniowie klas pierwszej i trzeciej, w regionalnych strojach zaśpiewali znane wszystkim piosenki "Poszła Karolinka" i " Karlik". Niejeden widz wtórował artystom.

Kolejny punkt programu okazał się sprawdzianem ze znajomości gwary śląskiej: "Loto, tyro pan Hilary, do dekla mu piere Bo kajś ten boroczek posioł swoi brele...".

Myślę, że Julian Tuwim byłby dumny z tłumaczenia na gwarę śląską wiersza, szczególnie w takim świetnym wykonaniu uczniów klasy trzeciej.

Następnie widzowie oglądający taniec "Niesforne koty", w wykonaniu uczniów klasy drugiej, mogli przekonać się o słuszności powiedzenia, że koty lubią chodzić własnymi ścieżkami. Te nasze szkolne "koty" świetnie wiedziały jak poradzić sobie ze swoimi właścicielami, ale grzecznie ustąpiły miejsca naszym kolejnym wykonawcom.

A byli to "prawdziwi górole spod samiućkich Tater", czyli uczniowie klas czwartych.

W wyobraźni byliśmy z nimi "W murowanej piwnicy" i na halach, gdzie "Zasiali górale owies". Najwidoczniej górale bardzo byli zmęczeni pracą na polu, bo wystąpiły same dziopy (w gwarze góralskiej-góralki). Ale przekonaliśmy się, że chodaki (w gwarze góralskiej-chłopcy), jak i dziopy mają poczucie humoru i zarazili nim publiczność opowiadając wiele dowcipów "o Bacy".

Kolejni wykonawcy-szkolny zespół "Lucynki" - wprowadził nas w iście wiosenno-miłosny nastrój pokazując w tańcu "Zakochanego bociana". Niejeden widz otarł ukradkiem łzę kręcącą się w oku, gdyż zapewne zapragnął przeżyć taką właśnie niezwykłą miłość.

A teraz drodzy czytelnicy poszukajcie słownika gwary kaszubskiej, bo bez niego trudno byłoby zrozumieć piosenkę w wykonaniu uczniów klasy VI. "Kaszubskie nuty":

Kolejny występ należał do klasy drugiej "b", która przedstawiła legendę "Kamienna córka", pochodzącą z Suwalszczyzny.

Tam też rozgrywała się akcja ostatniego punktu dziecięcego programu artystycznego, a mianowicie piosenki "Augustowskie noce".

Myliłby się ten, kto sądził, że to był już koniec występów. Oczywiście musiała być i niespodzianka. W kabaretowym przedstawieniu " Ach te Baby", wystąpiły cztery nauczycielki: pani Iwona Śliwińska- Wach, Iwona Dmowska-Tomczak, Aneta Słysz i Małgorzata Fil. Z tej strony to my ich nie znaliśmy!!! Któż by się spodziewał, jak wygląda druga strona ich oblicza... Ciekawskich odsyłam do nagrań z imprezy, zanim zaczną krążyć legendy.

Po tak pełnej wrażeń części artystycznej, zaproszono gości do obejrzenia wystaw tematycznych rozmieszczonych na szkolnych korytarzach i popróbowania potraw charakterystycznych dla danego, przedstawianego regionu Polski.

W tym miejscu pragnę zatrzymać czytelnika dłużej przy każdym regionie. Jednakże moje słowa i tak nie odzwierciedlą piękna, pomysłowości, ogromu pracy włożonej w każdą prezentację, odsyłam więc do obejrzenia licznych zdjęć.

Kto nie ma możliwości, a i na pewno odwagi, mógł "zjechać" do " najprawdziwszej" kopalni węgla kamiennego. Klasy pierwsza i trzecia bardzo wiernie odtworzyły klimaty Śląska, także z autentycznymi strojami Ślązaczki i galowego stroju górnika. Na łakomczuchów czekała prawdziwa uczta: torpedy (kluski z mięsem), szałoty (ziemniaki ze śledziami), kluski śląskie, modra kapusta, desery, ciasta i mnóstwo innych potraw.

Na tych, którzy mieli siłę wdrapać się na piętro czekały pozostałe atrakcje.

Klasa szósta pozwalała odpocząć zwiedzającym na "prawdziwej" plaży, z bielusieńkim piaskiem, leżakami i słońcem za oknem, (chociaż przykrytym gęstymi, deszczowymi chmurami), a w tle błękitne morze i Gdański Żuraw. Ale co byłoby za morze bez statku...? Był i statek. A także obco brzmiące potrawy- Kaszebsczebomke, jak również bardziej swojskie: kaszanka z chlebem, babka ziemniaczana. Na Pomorzu poczuliśmy już zbliżające się WAKACJE !!!!

Klasy piąte przypomniały nam genezę powstania państwa polskiego, wg "Legendy o Lechu, Czechu i Rusie". Postaci tych trzech braci stały jak żywe przy jeziorze Gopło i Mysiej Wieży, a i orły założyły gniazdo na dębie jak w owej legendzie. Jakby ktoś jeszcze nie wiedział, to Wielkopolska była właśnie, " Kraina mlekiem i miodem płynąca". Czy na sąsiednich stołach można było znaleźć mleko i miód? Nie widziałam, może za późno przyszłam, ale na pewno były pampuchy (kluski na parze) i grzybki z wielkopolskich lasów oraz mnóstwo ciasta.

A przed nami dalsze atrakcje - Małopolska - w wykonaniu klas czwartych. Ile osób robiło zdjęcia przy "łowieckach" (owieczkach), w jaskini z watrą (ogniskiem), w chacie góralskiej na prawdziwej baraninie, przy pięknych makietach, z ciupagą? Trudno było zliczyć !!!

Ci odważni mogli sprawdzić swoją wiedzę o Podhalu, biorąc udział w konkursie wiedzy. Prawdę mówiąc było ciężko, ale można było korzystać z przewodników turystycznych wykonanych przez samych uczniów. Ale i stąd nie pozwolili wyjść głodnemu: oscypki, bunc, smalec z ogórkami, a na deser miodzik, to prawdziwie wybuchowa mieszanka, ale smaczna.

Kończymy naszą wycieczkę na Suwalszczyźnie, w gościnie u klas drugich. Nikt chyba jeszcze nie widział tylu bocianów na jednej łące, a były tak duże jak prawdziwe. A i w oknach ich nie zabrakło, zrobili je uczniowie klasy drugiej na zajęciach w Domu kultury, metodą plastyczną-wymagającą wielkiej wyobraźni i cierpliwości-batikiem. Mijając wiejską chatę z mnóstwem słoneczników dochodzimy do jeziora. Można było wsiąść do łodzi i " popływać" po jeziorze, w którym przeglądał się brzozowy las.

Tu kończy się nasza wycieczka po Pomorzu, Suwalszczyźnie, Wielkopolsce, Śląsku i Małopolsce. Wycieczka się skończyła, ale piknik - nie !!!

Dla tych pełnych energii czekały jeszcze zawody sportowe i konkurs plastyczny "Piękna nasza Polska cała". Nagrody w konkursie plastycznym otrzymali wszyscy uczestnicy, bo oczywiście szanowna komisja miała problem z wyłonieniem zwycięzców.

Inaczej działo się na zawodach sportowych, tu atmosfera była bardzo gorąca, mimo chłodu i deszczu na dworze. Udział zawodników był wspierany przez rodziców i nauczycieli, którzy też brali udział w licznych konkurencjach, wraz ze swoimi drużynami.

I tu naprawdę dobiegliśmy do końca pikniku. Zmęczeni, ale zadowoleni z efektów zakończyliśmy zabawę. Do zobaczenia za rok !!!!!!!

Od organizatorów:
Dziękujemy wszystkim, którzy swoim zaangażowaniem, pracowitością, pomysłowością pomogli w zorganizowaniu tej imprezy. Tym, którzy nie pomagali, dajemy szansę wykazania się w następnym roku. Do zobaczenia i jeszcze raz dziękujemy !!!!!!

Małgorzata Kowalkowska

 

 

Wykonanie: AGINUS